Ciekawostki

1. Tajemnica pewnej budowli

Jadąc w górę wioski, mijając domy rodziny Nowakowskich, w głębi dużego sadu widzimy długi budynek, jakby niedokończony. Początkiem lat 60-tych pod kierunkiem majstra – cieśli Ludwika Michałkowskiego powstawała fabryczka kołder i materaców, a inwestorem był p. Adam Czerniak. Mama pana Adama była siostrą braci (ojca i stryja) Kazimierza Bodziaka.

Pan Adam wraz z synem przyjeżdżał latem na Dębną. Bardzo mu się tu podobało i z czasem poprosił wujka Karola o możliwość budowy w ogrodzie tej inwestycji. Mieszkali w Bielsku-Białej, gdzie jest rodzina miała podobny zakład. Pan Adam był wcześniej aktorem teatralnym, a także filmowym i np. w filmie „Pigułki dla Aurelii”, gdzie gra rolę oficera niemieckiego. Przez dłuższy czas przebywała tam także pracując Jadwiga (Wisia) Filipczak – Stec.

Budowa fabryczki szybko postępowała w sadzie, który został także założony przez niego. Był bardzo pracowity i np. po drewno na więźbę dachową pojechał wozem konnym na Dobrą – tam przy załadunku drewna umarł na chorobę serca. Pochowany jest na cmentarzu w Mrzygłodzie. Syn, który był wtedy małym chłopakiem, co roku przyjeżdża trochę tu pomieszkać w miejscu, które polubił tato. Śmierć pana Adama była bardzo niespodziewana – był człowiekiem bardzo kontaktowym, kipiącym energią i entuzjazmem. Obiecywał zatrudnienie około 10 osób z Dębnej w powstającym zakładzie.


2. Sklep wioskowy

Przed II wojną światową był takowy przy karczmie „Juki”. Osobne wejście prowadziło do pomieszczenia z dzwonkiem nad drzwiami. Można było z niego korzystać niemal o każdej porze.

Z czasem w tzw. „kancelarii” (mały dom ludowy) w jednym z dwóch pomieszczeń powstał sklep spółdzielczy z najpotrzebniejszymi artykułami spożywczymi, ale też gospodarczymi. Po najeździe hitlerowskim i ustanowieniu granicy z Sowietami na Sanie – „grenschutz” – straż graniczna, urządziła w „kancelarii” stołówkę dla strażników, a w szkole rozgościł się jakby sztab odcinka ochrony granicy. Przez około dwa lata (do jesieni 1941 roku) dzieci uczyły się po domach przez panie Rady, którym pozostawiono mieszkanie w szkole.

Sklep został przeniesiony do komory (spiżarni) domu Filipczaków, gdzie teraz mieszka p. Wisia Stec z rodziną. Sklep prowadził mój ojciec Roman, dodatkowo odbierał kontyngent mleka z gospodarstw, gdzie ilość mleka określana była od ilości krów. Była to niewdzięczna robota, bo niedużo go zostawało dla własnych potrzeb i nagminnie dolewano wody, co mogło być surowo karane. Towar z Sanoka dowożony był wozem konnym raz w tygodniu. Sklepik był zaopatrzony ubogo: mąka, kasza, nafta, sól, zapałki, czasem cukier, jeszcze rzadziej np. landryny – wtedy pełnia szczęścia dla dzieci. Po najeździe Hitlera na ZSRR, kasacji granicy – nauka wróciła do szkoły, a sklepik do kancelarii, później do nowego domu ludowego. W latach 50-tych sklepik prowadził Franciszek Biega, a w latach 60-tych Karol Biega, a w zasadzie jego żona Stanisława. Był punktem sprzedaży GS-u Mrzygłód.


3. Junacy – nazwa wieloznaczna

Nazywano tak chłopaków, którzy w czasie pokoju powołani by byli do odbycia służby wojskowej, natomiast w czasie okupacji byli wzywani przez Baudienst (niemiecki urząd pracy) do półniewolniczej darmowej pracy.

Tak z rocznika 1920 roku zostali powołani: Józef Biega (późniejszy sołtys Międzybrodzia), Eugeniusz Paszkiewicz (opisywany w dziale II wojna światowa), Józef Kopiec oraz Roman Paszkiewicz. Skoszarowani byli w byłym domu modlitwy Żydów na ulicy Cerkiewnej (pomarańczowy kolor kamienicy), umundurowani w drelichowe mundury polowe, wykonywali różne prace gospodarcze, budowlane, będące w interesie okupanta. Byli bardzo źle karmieni i na niedzielę jak na skrzydłach szli do domu. służka powinna trwać pół roku, ale była przedłużana do 9 miesięcy i dłużej.

Nie tak dawno powstała fundacja polsko-niemiecka symbolicznie rekompensująca (do emerytury) ten wyzysk – jej powstanie było jednak za późne dla wymienionych tutaj osób. Dziewczęta w tym czasie brano na tzw. „roboty” do Niemiec.

Junakami nazywano też formacje żeńskie i męskie po wojnie. Skoszarowani byli np. w Nowej Hucie i pracowali – tu była jednak wyraźnie różnica, po odbyciu służby otrzymywano także świadectwo zawodu związane z wykonywaną pracą – popołudniami mieli zajęcia teoretyczne.

Tak też nazywano chłopaków, którzy jeszcze przed II wojną światową byli w formacjach paramilitarnych „Sokoła” – stąd przydomek „Junak” wspomnianego wcześniej Józefa Biegi, który był na taki obozie. Józef Biega to młodszy brat „posłańca” Ludwika z następnego podpunktu.


4. Stonka

Dla nas dziś to mały szkodliwy owad, którego łatwo można zwalczać z liści ziemniaczanych. W połowie lat 50-tych ubiegłego wieku było to hasło, które wieczorem na każdym podwórzu domu ogłaszał wieczorem Ludwik Biega – pełniący funkcję posłańca sołtysa.

Każdy gospodarz wiedział, że na drugi dzień na 10.00 musi z domu kogoś wysłać na tę akcję. Dziadek obecnego sołtysa Biega odczytywał poszczególne nazwiska, a my (w większości były to dzieci) zgłaszaliśmy się; np. ja z domu, a młodszy brat w zastępstwie najbliższej samotnej sąsiadki, od której za przysługę dostawał drobną kwotę. Następnie tworzono jakby „grupy bojowe” pod przewodnictwem kogoś starszego i takich grup było 6 – 8, które były przeznaczone do przeszukiwania poszczególnych pól zasadzonych ziemniakami, czy nie ma owadów stonki – co było wtedy rzadkością. Należało pole oznaczyć białą chorągiewką na wysokim kiju i starszy grupy zdawał odpowiednią relację prowadzącemu całą akcję. Pamiętam, że były one przeprowadzane 4 – 6 razy od początku lata. Raz starszym grupy był nie tak dużo od nas starszy Tadeusz Pogorzelec (były sołtys) i mieliśmy za zadanie przejść pola Dąbrowy, obustronnie Załazia, kończąc pod laskiem, czyli tam, gdzie moskalówka, czy kowalówka.

Oczywiście, jako dzieciaki bardziej patrzyliśmy, gdzie ładniejsze czereśnie, czy jagody na miedzach,, Było zazwyczaj bardzo wesoło. Dużo też zależało od starszego grupy. Akcje trwały 3 – 4 godziny. Nawet jako dzieci nie wierzyliśmy, że Amerykanie stadkami specjalnie przywieźli stonkę do miłujących pokój krajów, aby zniszczyć ich rolnictwo. Akcje trwały 2 – 3 lata, później stonki było już tak dużo, że nie trzeba było jej szukać.


5. Wątki Dębnej i Sanoka w warszawskich muzeach

biega-slubZnane nam zdjęcie z działu „II wojna światowa”, przedstawiające ślub pary powstańczej z tą różnicą, że to zdjęcie prezentowane jest na wystawie w Muzeum Powstania Warszawskiego w stolicy. Przypomnijmy: przedstawia porucznika AK Jerzego Krzysztofa Biegę wraz z panną młodą sanitariuszką Alicją Treutler, ps. Jarmuż. Ślub odbył się 13.08.1944 roku w szpitalu, gdzie przebywał Biega jako ranny podczas szturmu na pocztę główną. Pan Jerzy urodził się w Warszawie, ale jego tato Bolesław w Sanoku – działał w konspiracji w czasie okupacji; a jego dziadek pochodził z Dębnej. Więcej o rodzinie napisano w dziale „II wojna światowa”.

Wątek sanocki związany jest z budującym się w Warszawie Muzeum Historii Żydów Polskich. 2 – 3 lata temu wolontariusze, ale i hobbyści prac ciesielskich z różnych krajów (także USA i Kanady) w Skansenie pod okiem pracowników MBL tradycyjnymi metodami wykonywali kopię sklepienia drewnianej synagogi z Grodźca na Ukrainie. Ta część muzeum, gdzie umieszczone jest sklepienie, jest już oddana. Niezwykle barwne jej wykończenie (jest „bramą” do nieba wg wyznania mojżeszowego) związane jest z terenem Huculszczyzny, gdzie synagoga była zbudowana.

synagoga

 


6. Posłaniec sołtysa

Podczas długiego (13 lat) sołtysowania Władysława Paszkiewicza I, Władysława Paszkiewicza II, Jana Łakusa – wieloletnim posłańcem był Ludwik Biega. Wykonywał wielorakie funkcje (np. opisaną w artykule „Stonka”, był z ramienia funkcji gajowym lasu wioskowego, ogłaszał osobiście w każdym gospodarstwie termin najbliższego spotkania, czy ważne pilne rozporządzenie okupanta, a później władz PRL). Przypominał także wyznaczonym osobom o warcie nocnej. W czasie okupacji warta była pełniona przez dwóch mężczyzn, a po wojnie funkcję tę pełnił w pojedynkę Karol Bodziak.

Posłaniec informował sołtysa i pomagał rozwiązywać problemy, jakie pojawiały się w poszczególnych rodzinach, szczególnie w bardzo ciężkich czasami okupacji, czy stalinizmu. Sprawował także funkcję woźnego w szkole, skąd pamiętam go jako zawsze uśmiechniętego i życzliwego człowieka.

Miał społecznikowską „żyłkę”, którą odziedziczyli jego młodszy brat Józef – wieloletni sołtys Międzybrodzia oraz wnuk Zbigniew – obecny sołtys Dębnej.


7. Dom ludowy

Po II wojnie światowej tzw. „kancelaria” była za mała (2 pomieszczenia) dla funkcji, jakie powinna spełniać. Powstała więc potrzeba wybudowania dużego Domu Ludowego. Głównym budowniczym był pan Żyłka z Bykowiec, ale właściwym majstrem był Ludwik Michałkowski. Budynek w dużej mierze powstał ze składek mieszkańców, drewno iglaste (jodła) kupione zostało w leśnictwie Tyrawa Solna (Chmielina), a cięte było pionową piłą ręczną przez Michała Filipczaka i Jana Kiczorowskiego, co było bardzo ciężką pracą. Wracając do początków budowy, to kamień do fundamentów pozyskiwano z urwiska „skały”, skąd go odłupywano i podczas tych czynności (uderzenie spadającym dużym kamieniem) uległ wypadkowy Ludwik Michałkowski, będąc już do końca życia osobą kulejącą.

Dom Ludowy spełniał wielorakie funkcje – był sklepem wielobranżowym GS-u Mrzygłód z pomieszczeniem magazynowym, była tam jedna z klas szkolnych (kiedy była szkoła ośmioklasowa), a także świetlica ZMW, remiza sprzętu przeciwpożarowego, pomieszczenie bufetu i sala główna. Odbywały się tu zabawy taneczne, imprezy dożynkowe, czy opłatkowe, przedstawienia amatorskie itp. Pamiętam dwuaktówkę „Gwałtu rety, co się dzieje!”, którą wystawiano też w Mrzygłodzie, czy Lisznej. Były tu akademie szkolne, ale i dożynki gromadzkie (to, co gmina dzisiaj), 25-lecie założenia koła ZSL – tu głównymi organizatorami byli Aniela Paszkiewicz i jej zięć sekretarz Gromady Mrzygłód Michał Biega. Koło Gospodyń Wiejskich organizowało różne kursy, a życie kulturalne było bardzo bogate za czasów pracy w szkole małżeństwa Kądziołków.

Modernizacja Domu Wiejskiego w Dębnej

Zdjęcia pomieszczeń gospodarczych i sanitarnych wykonanych w Domu Ludowym. W najbliższym czasie zostanie wykonana zewnętrzna termomodernizacja budynku. Sołtys i Rada Sołecka ma gotowe plany związane z przebudową wraz z powiększeniem Sali głównej, która zostanie diametralnie unowocześniona.

Wygląd sali głównej po gruntownym remoncie


8. Cyganie

Tabory złożone z kilku wozów konnych, jadące drogą do Mrzygłodu, a czasem pojedynczo przez „rzeki”, były dla nas dzieci jakby atrakcją. Wtedy na pastwisku przy ognisku ledwo co obdartą kurę z pierza pieczono, a sołtys na prośbę dał im miejsce na nocleg w Domu Ludowym. Byli to ludzie ubodzy, pochodzący z grupy Cyganów „Bergitka Roma”. Dawniej jeżeli chcieli miejsca na biwakowania, sołtys wyznaczał im pastwisko koło karczmy „Juki”. Po umiejscowieniu się kobiety natychmiast wyruszały do wioski wróżyć, czyli przepowiadać przyszłość, a mężczyźni handlowali końmi, pobielali kotły, cynowali garnki, ale też i zaglądali np. w miejsca grzebalne zwierząt. Były fakty wygrzebywania i gotowania na miejscu padłych zwierząt.

Na początku lat 60-tych ubiegłego wieku zakazano wędrowniczego życia Cyganom.

Cygański dom z Kopytowej przeniesiony do Skansenu w Sanoku.

Cygański dom z Kopytowej przeniesiony do Skansenu w Sanoku.


9. Spichlerz dwukondygnacyjny

Byłby małą atrakcją – murowany, na kamiennej podmurówce stał nieopodal szosy koło domu Józefa Michałkowskiego (dziś pokoje gościnne), świadczący niejako o pewnej zamożności tej rodziny na rozległych ogrodach, gdzie obecnie zbudowane jest 5 domów. Pewnie nie byli też małostkowi – jeżeli powstała potrzeba zbudowania drogi przez wioskę, odstąpili ją przez środek posiadłości. W artykule o obmiarze gruntów z 1784 roku (dział „Historia), widzimy, że obmiar prowadzono od dołu wioski. Przy bogatszych rodzinach należy wymienić Biegów (Kmiecie), co ciekawe tu gdzie mieszka obecnie pan K.Bodziak z rodziną, mieszkał najbogatszy Biegów, który później przeniósł się do Mrzygłodu. Wyżej mieszkali Pogorzelcowie, Paszkiewiczowie i gospodarze o nazwisku Baran, mający dużo posiadłości (pastwisk) w górnej części wioski.

Wracając do Pogorzelców, odnotujmy fakt podarowania przez Ludwika (ojca Tadeusza, czy Stasia) drewna Dębowego z prywatnego lasu w Raczkowej na komplet ławek w kościele parafialnym. Stąd zwyczajowo (dawniej) pierwsze 2-3 ławki po prawej stronie były zajmowane przez mieszkańców Dębnej. Pragnę tylko przypomnieć, że dwóch starszych braci ze świecami (z naturalnego wosku pszczelego) szli przed baldachimem podczas procesji, ale także dwie chorągwie nieśli mężczyźni, a feretron dziewczyny – mieszkańcy Dębnej.


10. „Samotny stoję nad Sanem”

Jest to tytuł unikalnej pieśni z czasów, kiedy dyktatorzy dwóch reżimów, dokonując rozgrabienia terytorium Państwa Polskiego, ustanowili granicę na Sanie w latach 1939-1941.

„Samotny stoję nad Sanem
I patrzę na drugi brzeg
Wiatr goni chmury rozwiane
Oczy przyprószył śnieg
Jak smutno stać nad tą rzeką
Co rozdzieliła kraj nasz
I chociaż jesteś tak blisko
Do Ciebie nie wpuszcza straż

Ref.: A San szumi jak dawniej, trawa zielenieje
I lipa starożytna woń dokoła sieje

Raz tylko w życiu się śmiałem
Gdy kochaliśmy się wraz
I nigdy nie przypuszczałem
Że przyjdzie rozstania czas
Że los nas wkrótce rozdzieli
Samotna zostaniesz Ty
Ze szczęścia, któreśmy mieli
Zostaną tylko łzy

Ref.: A San nam szumi jak dawniej, trawa zielenieje
I lipa starożytna woń dokoła sieje.”

W tym temacie także „przerobiona” przez mieszkańców Lisznej pieśń religijna:

„Polskę nam zabrali
Zaraz podzielili
Na dwoje, na dwoje
My biedni Polacy
Cierpimy pod batem
Za swoje, przez zbóje

Maryjo! Tyś Królowo Polski,
Co mieszkasz w Górze Częstochowskiej
Ratuj nas, ratuj nas!”


11. Odciski pieczęci sołtysa wsi Dębna

1

Rysunek odcisku pieczęci z XIX wieku, znajdujący się w archiwum MBL Sanok.

2

Rysunek odcisku pieczęci z okresu międzywojennego oraz czasu II wojny światowej.

3

Odcisk pieczęci znajdującej się na protokole zebrania wiejskiego z dnia 3.12.1944r.
Oryginał w Archiwum Miejskim w Sanoku.


12. Ręka, noga, mózg na ścianie!

Jako chłopcy nie znaliśmy znaczenia magicznego zaklęcia, nawet groźby, jaką używali dorośli, a także nasi starsi koledzy, jak np. Bolek Biega. Chyba nawet po siódmej klasie był na kolonii (ojciec był woźnym w szkole) i uczył nas różnych gier, zabaw, opowiadał różne ciekawostki. To hasło znał jednak od swojego stryjka Józefa, który przed II wojną światową służył w ochotniczych formacjach wojskowych we Lwowie, gdzie to hasło było powszechne.

ciekawostka12

 

To magiczne zaklęcie ma bardzo stary rodowód. Jeszcze za czasów Kazimierza Wielkiego, który przyłączył ziemie wschodnie do Korony – zasiedlając je budował również kościoły. W dużym ośrodku wydobycia soli w Drohobyczu na niewielkim wzniesieniu zaczęto także wznosić dużą świątynię. Podczas prac przy fundamentach wydobyto trzy kamienne płyty z piaskowca, przedstawiające zgiętą rękę z dłonią, część nogi ze stopą oraz ludzką głowę rzeźbioną od góry. Były to prawdopodobnie elementy kultu pogańskiego. Te płyty wmurowano w zewnętrzne mury kościoła, widoczne także współcześnie – to tajemnica zaklęcia.


13. Genealogia nazwiska Paszkiewicz

Najstarsze osoby o tym nazwisku związane są z terenami Wielkiego Księstwa Litewskiego, które wraz z Koroną Polski tworzyło jeden organizm państwowy.

Protoplastą rodu był niejaki Wizbor, który po bitwie pod Grunwaldem otrzymał od księcia Witolda dwie wsie. Jego syn Paszko był właścicielem wioski Piłsudy, a wnuk Jerzy (już z nazwiskiem Paszkiewicz) otrzymał nadania ojca i dziadka, potwierdzone przywilejem podpisanym przez Zygmunta Starego w 1529 roku. Pieczętowali się herbem Radwan.

radwan

Z ciekawostek odnotujmy, że to nazwisko miały mamy Radosława Sikorskiego, czy aktorki Adeli Bołądz. Takie nazwisko miała także teściowa i przyszła żona Romualda Traugutta.

Wymieniona wioska Piłsudy była zapewne miejscem, skąd pochodzi nazwisko Piłsudski. Najpopularniejsi z tym nazwiskiem to:
• Witold Paszkiewicz – porucznik pilot – lotnik dywizjonu 303, jako jeden z pierwszych pilotów zginął w bitwie o Anglię
• Gustaw Paszkiewicz – generał, dowódca dywizji w Jarosławiu, Tarnopolu, a po wojnie w Białymstoku
• Jan Paszkiewicz – bardzo dobry sanocki hokeista.

Więcej o nazwiskach w Dębnej w dziale „Ludzie i miejsca„.



14. Chatka „Pod Dolinami”

W realności p. Wojnarowskiego, w bardo ładnym miejscu, choć na uboczu – stoi sobie samotnie chatka. Nie jest zamieszkała przez parę dziesiątków lat, od śmierci p. Pauliny Paszkiewicz. Pewnie nie jest najstarszą, ale jak na odległe czasy, stosunkowo nowoczesną z trzema pomieszczeniami mieszkalnymi. Jako mały chłopak, przebywałem tam niekiedy ze względu n czasowe zamieszkanie Romka Pawłowskiego (LUDZIE I MIEJSCA nr 10), ale też był to dalsza rodzina mojego dziadka. Już nie pamiętam ojca rodziny, a składała się ona z pięciu osób, w tym troje dzieci – 2 synów i córka. Synowie stosunkowo wcześnie usamodzielnili się – starszy jako pracownik Urzędu Gminy w Mrzygłodzie, tam też zamieszkał. Młodszy Karol ożeniony z p. Zofią z Lisznej, po wojnie przeniósł się z rodziną do Olchowiec, gdzie były opuszczone domy po wysiedleniach w ramach akcji „Wisła”. Córki Halina i Janina były związane z pracą zawodową z SFA, a syn Tadeusz ze „Stomilem”.

Córka p. Marysia, osoba o bardzo dużym poczuciu humoru i optymizmu, wyszła za mąż za Władysława Dąbrowskiego, zamieszkując ul. Kopernika, wtedy mała i urocza. Niemała „Kolonia” Dębnej mieszkała niedaleko – rodzina Wojciecha Paszkiewicza, jego bratanka Eugeniusza, czy Michała Łąkusa. Opodal także np. Władzi Pogorzelec – Piecuch, Nusia czy Adam Biega z rodziną.
Ich synowie Jerzy i Waldemar, nawet w czasach studenckich odwiedzali swoją babcię, czując się bardzo dobrze w Dębnej, szczególnie Jerzy – były dyrektor krośnieńskich hut szkła. Waldemar, choć mieszka koło Rzeszowa, ma dobry kontakt ze swoją kuzynką Wiesią Dąbrowską w Mrzygodzie.

W pamięci nas starszych mamy cudowne brzmienie „hawajskiej” gitary, wykonywane przez p. Władysława na zabawach w Dębnej i ościennych miejscowościach.

chatka

Chatka „Pod Dolinami”


Dziękuję panu Kazimierzowi Bodziakowi za pomoc w przygotowaniu informacji do niektórych ciekawostek.

autor: Pa-Rysz